13 grudnia 1981 roku Wrocław obudził się w zupełnie innym świecie. Na ulice wyjechały czołgi, pojawiły się oddziały wojska i milicji, a władze PRL wprowadziły stan wojenny, który formalnie trwał aż do 22 lipca 1983 roku. Dziś, po 44 latach, wspominamy tamten czas nie jako święto, lecz jako moment, który wciąż definiuje lokalną pamięć i ducha miasta.


Grudniowy szok – Wrocław pod wojskiem
W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. życie Wrocławia zamarło. Oddziały ZOMO pacyfikowały strajki, a tysiące ludzi zostało aresztowanych i internowanych. Z samego tylko Wrocławia do obozów trafiło około 1500 osób – członków Solidarności, studentów, działaczy społecznych. Zakazano zgromadzeń, zawieszono działalność większości związków zawodowych i kontrolowano media.
Mieszkańcy pamiętają, że w tych dniach miasto wyglądało jak forteca – blokady, patrole milicji i wojska, czołgi na ulicach, a w radiu i telewizji cisza lub propaganda. Niektórzy wrocławianie nazywali ulice „ZOMO-strasse”, a plac Grabiszyński stał się symbolem oporu i protestów.

Wrocławski opór – „Twierdza Wrocław”
Nie bez powodu o Wrocławiu mówiło się wtedy „Twierdza Wrocław”. Lokalna Solidarność działała błyskawicznie. Władysław Frasyniuk, przewodniczący Regionu Dolnośląskiego NSZZ „Solidarność”, wraz z zespołem zorganizował Regionalny Komitet Strajkowy w zajezdni MPK przy ul. Grabiszyńskiej.
W ciągu kilku dni ponad 30 zakładów pracy i instytucji – od Pafawagu, Dolmelu i Elwro po Politechnikę i Uniwersytet Wrocławski – włączyło się w strajki okupacyjne. Ludzie protestowali pokojowo, organizowali zbiórki pieniędzy na rzecz internowanych i ich rodzin, a w Pafawagu nawet minutą ciszy uczcili górników z kopalni Wujek zabitych podczas pacyfikacji.
Największe demonstracje odbyły się 31 sierpnia 1982 roku – w drugą rocznicę Porozumień Sierpniowych. Wrocławianie sami nierzadko atakowali oddziały ZOMO, zmuszając je do ustępstw i czasem nawet do panicznej ucieczki. To był moment, który pokazał, jak silny jest duch oporu w mieście.

Podziemna sieć i „80 milionów”
Opór nie ograniczał się do strajków. We Wrocławiu działały podziemne struktury Solidarności, Ruch Młodzieży Niezależnej i Radio Solidarność. Na kilka dni przed wprowadzeniem stanu wojennego z konta Solidarności wypłacono 80 mln zł, które dzięki kardynałowi Henrykowi Gulbinowiczowi nie wpadły w ręce władz komunistycznych. Pieniądze później trafiły do rodzin internowanych i były wsparciem dla podziemnej działalności.
Centrum Historii „Zajezdnia” – pamięć i edukacja
Dziś miejsce, które w grudniu 1981 roku tętniło działaniami opozycji, stało się symbolem pamięci – Centrum Historii „Zajezdnia”. To tu zachowane są archiwalne dokumenty, zdjęcia, filmy i osobiste relacje uczestników strajków i działań podziemnych. Zajezdnia to nie tylko muzeum – to przestrzeń edukacyjna, w której młodsze pokolenia mogą poznać historię Wrocławia i Dolnego Śląska „na żywo”. Dzięki interaktywnym wystawom i warsztatom odwiedzający uczą się, jak wyglądało życie w stanie wojennym, jakie decyzje podejmowali mieszkańcy i jak duży wpływ miały ich codzienne działania na bieg historii.

Codzienność w cieniu czołgów
Wyobraźmy sobie ulice Wrocławia w grudniu 1981 r.: czołgi, pojazdy opancerzone, patrole wojska i milicji, zamknięte instytucje, zakazane zgromadzenia, cisza w telewizji i radiu. Ludzie stali w kolejkach po podstawowe produkty, a życie toczyło się w cieniu strachu. Wrocławianie jednak nie poddali się. Nawet po aresztowaniach i pacyfikacjach, opór trwał – poprzez strajki, ulotki i codzienne akty solidarności.
Dziś Wrocław jest miastem dynamicznym, otwartym i pełnym energii. Ale duch tamtych grudniowych dni wciąż jest obecny – w lokalnej pamięci, w archiwach Centrum Historii Zajezdnia, w opowieściach rodzin i w szkołach.
Wrocław i Dolny Śląsk pokazali wtedy, że odwaga i determinacja zwykłych ludzi potrafią wstrząsnąć całym krajem. To historia, którą warto znać, bo przypomina, że wolność i solidarność nie są dane raz na zawsze – trzeba o nie walczyć każdego dnia.