Dla wielu osób Iglica przy Hali Stulecia jest po prostu charakterystycznym punktem na mapie Wrocławia. Mijają ją spacerowicze, turyści i uczestnicy wydarzeń organizowanych wokół Hali Stulecia, a jej smukła sylwetka od ponad 75 lat wpisuje się w panoramę miasta. Niewiele osób wie jednak, że miała być czymś znacznie więcej niż tylko wysoką stalową konstrukcją.
Skąd się wzięła Iglica, dlaczego była wyższa niż dziś i co właściwie miała symbolizować? Jej historia okazuje się znacznie ciekawsza, niż mogłoby się wydawać.


Powstała na potrzeby Wystawy Ziem Odzyskanych
Iglica została ustawiona 3 lipca 1948 roku, zaledwie trzy lata po zakończeniu II wojny światowej. Jej budowa była związana z organizowaną we Wrocławiu Wystawą Ziem Odzyskanych, która miała pokazać odbudowę zachodnich i północnych terenów Polski oraz ich rozwój po wojnie.
Za projekt odpowiadał prof. Stanisław Hempel, a wykonaniem zajęło się przedsiębiorstwo Mostostal. Konstrukcja waży około 44 ton i już w chwili powstania należała do najbardziej odważnych realizacji inżynierskich w Polsce.
Mało kto pamięta, że sama Iglica nie była jedynym symbolem Wystawy Ziem Odzyskanych. Przed Halą Ludową stanęły także trzy wysokie drewniane łuki, które miały przypominać o trzech latach obecności Polski na Ziemiach Odzyskanych. Po zakończeniu wystawy zniknęły, dlatego dziś większość osób kojarzy już tylko samą Iglicę.



Dlaczego Iglica ma trzy nogi? To nie przypadek
Patrząc z bliska, łatwo zauważyć, że konstrukcja nie stoi na jednym fundamencie. Opiera się na trzech masywnych podporach, które również miały swoje znaczenie.
Według założeń twórców symbolizowały one robotników, chłopów oraz inteligencję pracującą. W oficjalnej interpretacji wszystkie trzy grupy społeczne miały wspólnie odbudowywać kraj po wojnie.
Dziś symbolika podstawy jest przede wszystkim ciekawostką historyczną i przypomina o realiach politycznych końca lat 40., ale sama forma konstrukcji sprawiła, że Iglica stała się jednym z najbardziej charakterystycznych elementów architektury Wrocławia.
Na szczycie miał błyszczeć ogromny „pióropusz”. Burza pokrzyżowała plany
Mało kto zdaje sobie sprawę, że dzisiejsza Iglica wygląda inaczej niż w momencie powstania.
Pierwotnie jej wysokość wynosiła 106 metrów, a na samym szczycie znajdowała się obracająca się konstrukcja z ośmioma lustrami. Miała odbijać światło silnych reflektorów ustawionych na ziemi i tworzyć widowiskowe efekty świetlne podczas nocnych pokazów.
Rozwiązanie nie przetrwało jednak długo.
Zaledwie dwa dni przed oficjalnym otwarciem Wystawy Ziem Odzyskanych nad Wrocławiem przeszła silna burza, która uszkodziła lustrzaną instalację. Część elementów spadła na ziemię, a pozostałe zaczęły zagrażać bezpieczeństwu.
Dwóch studentów wspięło się na ponad stumetrową konstrukcję
Usunięcie uszkodzonych elementów nie było prostym zadaniem. Podjęli się tego dwaj krakowscy studenci i taternicy – Wojciech Niedziałek oraz Zbigniew Jaworowski, którzy zgłosili się do akcji dobrowolnie.
Wspinaczka na szczyt Iglicy trwała ponad 24 godziny, a sam demontaż kolejnych elementów zajął jeszcze kilka następnych. Co ciekawe, wykorzystali nowoczesną wówczas technikę wspinaczkową z użyciem pętli zaciskowych (prusikowania), która dopiero zdobywała popularność w Polsce.
Za swoją pracę nie przyjęli wynagrodzenia. Miasto pokryło jedynie koszty ich podróży oraz pobytu podczas przygotowań do całej operacji.


Dlaczego dziś Iglica ma tylko 90,3 metra?
Przez wiele lat większość mieszkańców była przekonana, że Iglica ma 96 metrów wysokości. Dopiero podczas dużej konserwacji przeprowadzonej w 2016 roku wykonano dokładne pomiary.
Okazało się wtedy, że konstrukcja mierzy dokładnie 90,3 metra.
Skąd ta różnica?
Historia jest dość złożona. Podczas pierwszego remontu w latach 60. usunięto zardzewiały fragment szczytu, przez co wysokość zmniejszyła się ze 106 do 96 metrów. Z kolei podczas kolejnej konserwacji w 1979 roku najprawdopodobniej uszkodzono następny fragment konstrukcji i skrócono ją o kolejne około 5,7 metra. Co ciekawe, przez wiele lat nie było tego świadomych nawet część zarządców obiektu.
Remont z 2016 roku przeszedł do historii
Konserwacja przeprowadzona w 2016 roku okazała się jedną z najbardziej skomplikowanych w historii Iglicy.
Aby odnowić konstrukcję, trzeba było położyć cały, ważący 44 tony obiekt na ziemi, wypiaskować go i ponownie ustawić w pionie. Sama operacja przyciągnęła wielu wrocławian, którzy obserwowali ją z okolic Hali Stulecia.
Nie obyło się jednak bez problemów. Podczas próby ponownego ustawienia konstrukcji pękł jeden z elementów podstawy, co przerwało całą operację. Na szczęście awaria nastąpiła na wczesnym etapie podnoszenia i nie doszło do tragedii. Po wykonaniu dodatkowych napraw Iglica wróciła na swoje miejsce dopiero w marcu 2017 roku.
Jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Wrocławia
Choć powstała jako element konkretnej wystawy i miała wyraźnie polityczny przekaz, z biegiem lat Iglica zaczęła żyć własnym życiem. Dziś większość mieszkańców kojarzy ją przede wszystkim z Halą Stulecia, Pergolą i okolicami fontanny multimedialnej, a nie z wydarzeniami z 1948 roku.
Jej charakterystyczna sylwetka pojawia się w logotypach, materiałach promujących miasto i na wielu pamiątkach związanych z Wrocławiem. Przez lata była również miejscem nietypowych wydarzeń – od wspinaczek śmiałków, przez zawieszenie flagi Solidarności w czasie stanu wojennego, aż po zamianę konstrukcji w ogromną świąteczną choinkę.


Historia, którą widać z daleka
Dziś trudno wyobrazić sobie okolice Hali Stulecia bez charakterystycznej sylwetki Iglicy. Przez ponad siedem dekad była świadkiem najważniejszych wydarzeń miasta, zmieniających się czasów i kolejnych pokoleń wrocławian. Jeśli będziecie spacerować po Pergoli, odwiedzać Ogród Japoński albo oglądać pokaz Fontanny Multimedialnej, warto spojrzeć na nią nie tylko jak na wysoki stalowy maszt, ale także jak na jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Wrocławia i ważny fragment historii Dolnego Śląska.