Spacerując po wrocławskim Rynku, trudno przeoczyć dwie niewielkie, połączone ze sobą kamieniczki tuż obok kościoła św. Elżbiety. Ze względu na swój urokliwy wygląd nazywane są Jasiem i Małgosią – i choć brzmi to bajkowo, ich historia ma znacznie poważniejsze, a nawet mroczne wątki.
Skąd się wzięły Jaś i Małgosia?
Obie kamieniczki pochodzą ze średniowiecza i pierwotnie były częścią zwartej zabudowy otaczającej kościół św. Elżbiety. Ich pierwotnym zadaniem było zapewnienie mieszkań dla duchowieństwa oraz osób opiekujących się kościołem i pobliskim cmentarzem. W jednej z kamienic mieszkał np. altarysta, czyli ksiądz odpowiedzialny za odprawianie codziennych mszy przy bocznych ołtarzach. Z biegiem czasu budynki przeszły różne koleje losu – zmieniały właścicieli, pełniły funkcje mieszkalne, handlowe i administracyjne. Ich bajkowy wygląd, który dziś przyciąga turystów, kształtował się przez wieki, w wyniku licznych przebudów i modernizacji.

„Śmierć bramą życia” – napis, który mówi wszystko
Łuk łączący oba domki prowadził niegdyś na cmentarz parafialny. Na jego zwieńczeniu widnieje łaciński napis „Mors Ianua Vitae”, czyli „Śmierć bramą życia”. Przypominał on przechodniom, że wkraczają na teren nekropolii. Cmentarz zlikwidowano w XVIII wieku, a brama była dawniej zamykana wrotami, po których dziś nie pozostał żaden ślad.

Upiór nieuczciwej sprzedawczyni
Z miejscem tym wiąże się mroczna legenda. Mówi ona o kobiecie, która za życia oszukiwała swoich klientów na wadze sprzedawanego sukna. Po śmierci jej niespokojny duch nawiedzał pobliskich handlarzy, zakłócając ich pracę. Zaniepokojeni mieszkańcy podjęli radykalny krok: ekshumowali ciało kobiety i je spalili. Dopiero wtedy duch ponoć odszedł na dobre, a spokój powrócił na plac przykościelny.
Historia o 21 czeladnikach
Nie brakowało też innych mrocznych historii związanych z tym miejscem. Kroniki wspominają o 21 czeladnikach, którzy zostali surowo ukarani za nieposłuszeństwo i pochowani właśnie tutaj. Ich grzech miał być pamiętany przez pokolenia – groby przykryto brukiem placu przykościelnego, tak że każdy przechodzień, deptając po nich, nieświadomie przyczyniał się do ich wiecznej kary. Legenda głosi, że ich dusze wciąż spoczywają niespokojnie pod stopami mieszkańców i turystów, przypominając o dawnej surowości i sprawiedliwości.
Jak rozróżnić Jasia i Małgosię?
Choć kamieniczki stoją tuż obok siebie i są połączone łukiem, każda ma swoje charakterystyczne cechy. Jaś jest niższy i ma prostą, białą fasadę, podczas gdy Małgosia jest wyższa i zdobiona bardziej finezyjnymi detalami. Łuk łączący oba domki ułatwia orientację – stojąc przed nim, Jaś znajduje się po lewej stronie, a Małgosia po prawej. Dzięki temu już na pierwszy rzut oka można je rozpoznać i poczuć się jak przewodnik po bajkowym świecie Wrocławia.

Jaś i Małgosia dziś
Znane nam dzisiaj nazwy „Jaś” i „Małgosia” pojawiły się dopiero po II wojnie światowej, kiedy osadnicy przybyli do Wrocławia. Ich zdaniem kamieniczki połączone bramą przypominały trzymające się za ręce postaci z bajki braci Grimm.
Dziś kamieniczki pełnią zupełnie inną funkcję. W ich wnętrzach działają instytucje kulturalne, galerie i drink bar, które przyciągają zarówno turystów, jak i mieszkańców. A tuż obok Jasia i Małgosi czają się także… krasnale! Spotkacie tu m.in. Wroclovka, Śpiocha i Pożarki – uwielbiane przez dzieci i dorosłych mieszkańców miasta.
Dzięki bajkowym proporcjom, urokliwym detalom, krasnalowym towarzystwu i otaczającym je legendom, Jaś i Małgosia stały się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli wrocławskiego Rynku.


