Mostek Pokutnic – między legendą a widokiem, który zapiera dech


W samym sercu Wrocławia, wysoko ponad brukiem Starego Miasta, rozciąga się wąska kładka łącząca wieże kościoła św. Marii Magdaleny. Dziś to jeden z najpiękniejszych punktów widokowych w mieście, ale dawniej… miejsce pokuty, magii i mrocznych szeptów. Poznajcie historię Mostku Pokutnic – jednego z tych zakątków Wrocławia, w których legenda wciąż żyje, zwłaszcza po zmroku.

📍 Wrocław, Stare Miasto – kościół św. Marii Magdaleny, Szewska 10

Wrocław pod stopami – i wysoko nad nimi

Wystarczy 247 schodów, by znaleźć się 45 metrów nad ziemią i spojrzeć na Wrocław z zupełnie innej perspektywy. Z Mostku Pokutnic widać Ratusz, wieżę kościoła św. Elżbiety, dachy kamienic Rynku i w oddali – Ostrów Tumski. Panorama miasta o każdej porze roku wygląda stąd inaczej: wiosną błyszczy w słońcu, zimą tonie w śniegu, a latem pachnie wieczornym powietrzem i historią.

Ale zanim mostek stał się jednym z ulubionych punktów turystycznych, przez wieki budził lęk, fascynację i… szacunek. Bo to właśnie tutaj, jak głosi legenda, odbywały pokutę dziewczęta, które bardziej niż domowe obowiązki ceniły zabawę i urok flirtu.

Tekla i Martynka – opowieść z wrocławskiego nieba

Dawno temu, gdy wrocławskie kamienice miały jeszcze drewniane okiennice, w mieście żyła Tekla – piękna, lecz leniwa dziewczyna. Zamiast pomagać w domu, wolała bale, stroje i spojrzenia adoratorów. Kiedy ojciec nie wytrzymał jej lekkomyślności, przeklął córkę – i tej samej nocy Tekla zniknęła. Rano mieszkańcy mówili, że widzieli ją wysoko, między wieżami kościoła św. Marii Magdaleny. Tam, na wąskim mostku, miała zamiatać kurz i łzy – aż do końca świata.

Z czasem na mostku pojawiła się też Martynka – młoda czarownica o dobrym sercu, która postanowiła pomóc Tekli. Dzięki pomocy czarodzieja Michała zdjął on z dziewczyny klątwę, a mostek pozostał jako przestroga dla tych, które wolą taniec niż obowiązki. Dziś matki opowiadają tę historię córkom, gdy wspólnie wchodzą po schodach do nieba.

Czarownice, pokutnice i duchy Wrocławia

Niektórzy wolą inną wersję legendy – tę, w której po zmroku nad kościołem rozlega się szelest mioteł i ciche jęki. To podobno dusze kobiet które za życia były leniwe, próżne lub złośliwe i po śmierci nie zaznały spokoju, a ich duchy wciąż zamiatają mostek, by odkupić winy.

Jeszcze inna opowieść mówi o czasach polowań na czarownice. Oskarżone kobiety musiały przejść po moście między wieżami – jeśli spadły, uznawano je za niewinne; jeśli przeszły cało, miało to dowodzić, że pomagały im moce nieczyste. Dziś ta legenda brzmi jak przestroga przed dawnymi przesądami, ale dodaje miejscu tajemniczego uroku, którego nie sposób się pozbyć, nawet przy pełnym słońcu.


Dzwon Grzesznika – echo dawnych win

Kościół św. Marii Magdaleny kryje w sobie jeszcze jedną historię – pełną tragizmu i emocji. To legenda o Dzwonie Grzesznika, który przez wieki był jednym z najważniejszych symboli Wrocławia. Dzwon, odlany w XIV wieku przez mistrza Mateusza Willegisza, powstał w dramatycznych okolicznościach.

Młody czeladnik, pilnujący kotła z roztopionym metalem, nieopatrznie odkręcił kurek, niszcząc – jak sądził – dzieło swego mistrza. Wściekły Willegisz w gniewie ugodził ucznia nożem. Gdy wrócił do warsztatu, odkrył, że dzwon został odlany perfekcyjnie. Za zbrodnię mistrza skazano na śmierć, a jego ostatnim życzeniem było usłyszeć głos własnego dzieła. W południe nad wrocławskim Rynkiem rozległ się donośny, przejmujący dźwięk – pierwszy i ostatni, który usłyszał jego twórca.

Od tej pory Dzwon Grzesznika towarzyszył wrocławianom przy każdej egzekucji i żegnał skazańców, przypominając, że nawet największy talent nie obroni przed winą. W 1945 roku, gdy eksplozja zniszczyła wieżę kościoła i mostek, dzwon spadł i roztrzaskał się o bruk. Dziś jego legenda jest częścią miejskiej pamięci – tak jak Mostek Pokutnic, opowiada o winie, pokucie i nadziei na przebaczenie.

Mostek, który widział historię

Mostek Pokutnic to nie tylko legenda – to też świadek burzliwej historii miasta. Pierwszy łącznik między wieżami powstał w XV wieku, w czasach, gdy katedra św. Marii Magdaleny zyskiwała swój gotycki kształt.
W 1887 roku mostek spłonął podczas pokazu fajerwerków z okazji urodzin cesarza Wilhelma I. Odbudowano go kilka lat później, by znów runął w 1945 roku, gdy wybuch w południowej wieży zniszczył znaczną część świątyni. Na swoje miejsce wrócił dopiero w 2001 roku – odnowiony, bezpieczny i otwarty dla zwiedzających. A jednak, mimo nowoczesnej konstrukcji, wciąż nosi w sobie ducha dawnych opowieści.

Atrakcja dla dużych i małych odkrywców

Dziś Mostek Pokutnic to obowiązkowy punkt na mapie rodzinnych spacerów po Wrocławiu. Dzieci z przejęciem słuchają historii o Tekli i Martynce, a dorośli – po cichu – wsłuchują się w szelest wiatru, który przypomina odgłos zamiatania. Warto wejść na górę, choć wymaga to nieco wysiłku – 247 schodów potrafi dać się we znaki. Ale widok z góry wynagradza wszystko.

Bilet normalny kosztuje 15 zł, ulgowy 10 zł.

Mostek jest dostępny przez cały rok – w miesiącach zimowych (listopad-marzec) wejścia odbywają się od 10:00 do 18:00, natomiast latem punkt widokowy otwarty jest dłużej, do godziny 20:00.

Między legendą a rzeczywistością

Wrocław lubi swoje legendy – a ta o Mostku Pokutnic to jedna z tych, które nie starzeją się nigdy. Bo w gruncie rzeczy mówi o czymś ponadczasowym – o wolności, pokusach i o tym, że każdy z nas czasem potrzebuje chwili refleksji. Jeśli więc będziecie spacerować ulicą Wita Stwosza – spójrzcie w górę. Może akurat usłyszycie delikatne zamiatanie. A może po prostu zechcecie sprawdzić, jak wygląda Wrocław widziany z mostku między niebem a ziemią.

Czytaj więcej