Piwo ważniejsze niż woda? O napojach dawnych mieszkańców Wrocławia

Wrocław od wieków słynie z dobrego piwa. Dziś jego ślady znajdziemy w rzemieślniczych browarach, klimatycznych pubach i miejskich legendach. Ale mało kto wie, że w średniowieczu piwo było podstawowym napojem… niemal dla każdego – od mieszczan po dzieci. Brzmi niewinnie? W rzeczywistości mówi nam to wiele o dawnym życiu, zdrowiu i codziennych troskach wrocławian.


Woda, której lepiej było nie pić

W średniowiecznym Wrocławiu dostęp do czystej wody był problemem. Miasto położone na wyspach i odnogach Odry borykało się z zanieczyszczonymi ciekami i brakiem skutecznej kanalizacji. Woda pitna często mieszała się z tą, do której trafiały ścieki i odpady z rzemiosła. Nic dziwnego, że mieszkańcy woleli coś… bezpieczniejszego.

I tu na scenę wkracza piwo – napój, który uratował niejednego wrocławianina przed chorobą. Proces warzenia, czyli gotowania brzeczki i fermentacji, zabijał większość bakterii. W efekcie piwo było zdrowsze niż woda. Do tego syciło i dawało energię – nic dziwnego, że pito je do śniadania, obiadu i kolacji.


Nie tylko dla dorosłych

Dzisiejszy czytelnik może się zdziwić, ale w średniowieczu piwo pili wszyscy, także dzieci. Oczywiście nie chodziło o mocne trunki – najczęściej był to tzw. piwny „thin ale”, czyli słaby napój o niewielkiej zawartości alkoholu. Współczesnym językiem – coś pomiędzy kwasem chlebowym a lekkim shandy.

Według badań archeologicznych, piwo było stałym elementem diety mieszkańców Wrocławia od X do XVIII wieku. Oprócz wody i mleka było jednym z trzech podstawowych napojów, spożywanych codziennie – zwłaszcza wśród rzemieślników, żołnierzy i robotników.


Miasto browarów i karczm

Wrocław nie bez powodu zyskał miano piwnego ośrodka Śląska. Wokół Rynku i ulic takich jak św. Elżbiety czy Odrzańska działały setki karczm i browarów. Z zapisów miejskich wynika, że każdy większy dom miał prawo do własnego warzenia. Browarnictwo było źródłem prestiżu i dochodów – ale też konfliktów o jakość, podatki i monopol sprzedaży.

Niektórzy badacze wspominają o „wojnach piwnych”, czyli sporach pomiędzy rzemieślnikami a radą miejską, która próbowała kontrolować handel złocistym napojem. To właśnie wtedy ukształtował się zwyczaj tworzenia cechów browarniczych – przodków dzisiejszych piwowarów rzemieślniczych.


Piwo, ale i wino dla wybranych

O ile piwo było napojem powszechnym, wino zarezerwowane było dla elit. Do Wrocławia sprowadzano je z południa Europy, głównie z Czech, Węgier i Nadrenii. Stać na nie było tylko bogatych kupców i duchowieństwo. Czasem serwowano je podczas świąt lub w trakcie wizyt ważnych gości.

Na zwykłych stołach dominowało jednak piwo. To ono „smarowało” codzienne życie miasta – od pracy w warsztacie po jarmarki i spotkania w gospodach.


Złoty trunek, który przetrwał wieki

Dziś, spacerując po Wrocławiu, trudno nie zauważyć, że piwna tradycja ma się doskonale. Browar Stu Mostów, Browar Prost, Browar Złoty Pies czy spiżowy klasyk w Rynku – to współczesne echa średniowiecznych warzelni.

Można więc powiedzieć, że wrocławskie piwo to historia, która się nie kończy. Zmieniają się receptury, techniki i gusta, ale coś pozostaje niezmienne – lokalna duma z piwnej tradycji, sięgającej setek lat.


Na zdrowie, Wrocławiu!

Kiedy więc następnym razem sięgniesz po kufel rzemieślniczego piwa na Rynku, pomyśl o dawnych wrocławianach, dla których ten napój był czymś więcej niż przyjemnością. Pito je nie po to, by świętować, lecz by… przetrwać dzień w świecie, gdzie czysta woda była luksusem, a browarnicy cieszyli się statusem porównywalnym do dzisiejszych mistrzów rzemiosła.

W średniowiecznym mieście złoty trunek towarzyszył ludziom od świtu do zmierzchu, spajał sąsiedzkie wspólnoty, napędzał handel i budował prestiż całych rodów. Był codziennością, ale też symbolem troski o zdrowie i bezpieczeństwo.

Czytaj więcej