Wrocław nie bez powodu nazywany jest miastem mostów, legend i tajemniczych zaułków. Każdy jego fragment skrywa historię – czasem radosną, czasem mroczną, a nierzadko po prostu… pouczającą. Jedna z takich opowieści, znana miłośnikom miejskich podań, dotyczy tańczących panien z ulicy Szewskiej, które – jak głosi legenda – zamieniły się w kamień.
📍 ul. Szewska 50/51, Wrocław
W podwórzu Instytutu Kulturoznawstwa Uniwersytetu Wrocławskiego
Dziewięć córek i jeden zakaz
Dawno temu, w jednym z wrocławskich domów, mieszkała uboga wdowa z dziewięcioma córkami. Dziewczęta były piękne, lecz – jak to często bywa w legendach – ich uroda nie szła w parze z rozsądkiem. Zamiast pomagać matce, wolały spędzać dnie na zabawach, strojeniu się i tańcach w gospodach, które w XIX-wiecznym Wrocławiu tętniły muzyką i śmiechem do późnej nocy.
Wdowa z rezygnacją patrzyła na beztroskie córki, wierząc, że może los sam je w końcu „ustawi” – najlepiej przy boku odpowiednich mężów. Ale los miał wobec nich inny plan.
Pewnego roku, w Wielki Piątek, gdy całe miasto pogrążone było w ciszy i skupieniu, panny postanowiły… pójść na tańce. Matka, przerażona ich lekkomyślnością, zatrzasnęła drzwi i zamknęła je na klucz, licząc, że tym razem jej zakaz wystarczy. Nie wystarczył.

Tańce, które skończyły się ciszą
Córki nie zamierzały się poddać. Śmiejąc się, otworzyły okno, wspięły na parapet i – trzymając się za ręce – zaczęły przechodzić po gzymsie, by dotrzeć na ulicę. Gdy ostatnia z nich postawiła stopę na kamieniu, zerwał się wiatr – nie byle jaki, lecz gniewny i chłodny jak spojrzenie samego losu.
W jednej chwili dziewczęta zastygły w pół kroku, a ich śmiech ucichł. Skamieniały, jak głosi legenda, za swoją pychę i lekkomyślność. Od tamtej pory ich kamienne sylwetki mają przypominać, że nie każdy taniec kończy się muzyką.

Ślad po legendzie – fryz przy Szewskiej 50/51
Kto dziś wybierze się na ulicę Szewską 50/51, znajdzie się w miejscu, gdzie ta legenda „utrwaliła się” dosłownie. W wewnętrznym dziedzińcu kamienicy – dziś siedziby Instytutu Kulturoznawstwa Uniwersytetu Wrocławskiego – można zobaczyć piękny fryz z tańczącymi postaciami. To właśnie on przez lata pobudzał wyobraźnię mieszkańców.
Co ciekawe, dzieło wcale nie powstało z myślą o wrocławskiej legendzie. Relief został wykonany w Berlińskiej Szkole Rzeźbiarskiej Schadowa na początku XIX wieku i pierwotnie zdobił fasadę klasycystycznej kamienicy. Przedstawia greckiego boga czasu Chronosa, muzę komedii Talię oraz dwanaście tańczących nimf. Gdy stara kamienica została zburzona, fryz ocalono i przeniesiono na nowy budynek – ten, który możemy oglądać do dziś.
Nie przeszkodziło to jednak mieszkańcom, by wokół dzieła stworzyć własną wersję opowieści – pełną emocji, morałów i lokalnego kolorytu. Tak właśnie narodziła się legenda o tańczących pannach, które zamieniły się w kamień.

Chronos, Talia i czar dawnych historii
Kiedy przyjrzymy się reliefowi bliżej, dostrzeżemy brodatego mężczyznę ze skrzydłami u ramion – to Chronos, symbol czasu, przemijania i nieuchronności losu. W dłoniach trzyma klepsydrę i węża połykającego własny ogon – znaki wiecznego cyklu życia. Obok niego siedzi Talia z czarką i rogiem obfitości – opiekunka radości i sztuki.
Wokół nich wirują postacie kobiet w greckich tunikach – nie dziewczęta z wrocławskich kamienic, lecz nimfy, które od wieków tańczą na kamieniu, nieświadome, że w oczach przechodniów stały się symbolem lokalnej przestrogi. Przed wojną Wrocławianie nazywali to przedstawienie po prostu: „Taniec czarownic”.

Zajrzyj na Szewską
Spacerując po Wrocławiu, warto czasem zboczyć z głównych szlaków i zajrzeć w mniej oczywiste miejsca. Dziedziniec przy Szewskiej 50/51 to jedno z nich – ciche, klimatyczne i nasycone historią. A jeśli lubicie miejskie legendy, przy okazji odwiedzin w okolicy Rynku zajrzyjcie też na Mostek Pokutnic między wieżami kościoła św. Marii Magdaleny – tam z kolei, jak głosi inna legenda, co noc pojawiają się dusze niepokornych panien, które z pokorą sprzątają mostek w ramach swojej wiecznej pokuty.
