Wrocław, miasto o bogatej historii i malowniczych zakątkach, skrywa wiele tajemnic i fascynujących opowieści. Jedną z nich jest legenda związana z pewną nietypową rzeźbą, którą można podziwiać na ruchliwym Ostrowie Tumskim. Mowa o „świętym bez nogi” – figurze, której brakowało dolnej części ciała, a która przez lata rozpalała wyobraźnię mieszkańców i przyjezdnych.



W XV wieku, w sercu tętniącego życiem Wrocławia, tworzył mistrz rzeźbiarski Erazm, którego talent sprawiał, że bezduszny kamień ożywały w przepięknych kształtach. Jego pracownia, wydała wielu zdolnych uczniów, lecz nad wszystkimi jaśniał talent Macieja. Młodzieniec o gołębim sercu i niezwykłej wrażliwości artystycznej zmagał się jednak z fizyczną niedoskonałością – jedna z jego nóg była wyraźnie krótsza. Maciej, z godną podziwu stoickością, przyjmował cierpkie uwagi, a ból i frustrację przekuwał w jeszcze większą gorliwość w doskonaleniu swego rzemiosła.
Pewnego dnia do warsztatu mistrza Erazma zawitał dostojny gość – kanonik Jan Paszkowicz, który miał do powierzenia rzeźbiarzowi bardzo pilne zadanie. Erazm, świadom niezwykłego potencjału swego ucznia, zadecydował, że to właśnie Maciej, jako ukoronowanie swej nauki mistrzowskiej, podejmie się realizacji tego prestiżowego zamówienia. Młodzieniec, z sercem bijącym mocniej, przystąpił do pracy nad figurą świętego Wincentego. Całą swą energię, umiejętności i duszę włożył w to dzieło. Miesiące mijały w skupieniu i wytężonej pracy, a spod jego dłuta wyłaniała się postać świętego o niemalże żywym spojrzeniu i rysach.
W ostatnim dniu swej pracy, wyczerpany do granic możliwości, Maciej zasnął w warsztacie, tuż obok swego monumentalnego dzieła. W głębokim śnie zjawił mu się sam święty Wincenty, którego kamienna podobizna stała obok. Święty łagodnie dotknął jego nóg… Chłopak zbudził się z nagłym przeczuciem. Mógłby przysiąc, że przez krótką chwilę wyrzeźbiona postać świętego unosiła się lekko nad ziemią. Wtedy też Maciej poczuł dziwną lekkość w nogach i ze zdumieniem odkrył, że stał się cud – jego krótsza noga wydłużyła się, osiągając długość drugiej. Był wyleczony.
Jednakże, gdy Maciej spojrzał na ukończoną figurę świętego Wincentego, dostrzegł niezwykłą zmianę. W miejscu, gdzie zza szat świętego powinna wyłaniać się wyrzeźbiona noga, widniały teraz jedynie misterne fałdy materiału, jakby ktoś celowo ukrył ten fragment. Gdy wieść o tym cudownym wydarzeniu dotarła do kanonika Jana Paszkowicza, ten, poruszony niezwykłością historii, nakazał zachowanie figury w takim stanie i wystawienie jej we wrocławskiej katedrze jako wieczne świadectwo cudu, który dotknął młodego rzeźbiarza. I tak, dzięki temu niezwykłemu zdarzeniu, do dziś możemy podziwiać tę unikalną rzeźbę świętego Wincentego, przypominającą o sile wiary i niepojętych mocach, które mogą przemienić ludzkie życie.
Umiejscowienie rzeźby w pobliżu kolegiaty Świętego Krzyża i Świętego Bartłomieja, miejsca tradycyjnie kojarzonego z cudami i szczególną łaską Bożą, nadaje interpretacji o cudownym ocaleniu szczególną moc. Wyobraźmy sobie, że figura ta została ufundowana przez osobę, która doświadczyła niemal pewnej utraty kończyny – być może w wyniku choroby, wypadku lub rany. W obliczu beznadziei modlitwa i wiara w moc świętych w tym szczególnym miejscu przyniosły niespodziewane uzdrowienie.