Wrocław, miasto o bogatej historii i kulturze, kryje w sobie wiele tajemnic i legend, które przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Te fascynujące opowieści, często mieszające prawdę z fikcją, dodają miastu uroku i pobudzają wyobraźnię. Oto kilka z najciekawszych wrocławskich legend!
Brama Kluskowa

W podwrocławskim Zielonym Dębie (dzisiejsze osiedle Dąbie) żył Konrad z żoną Agnieszką, znaną z pysznych klusek śląskich, najlepszych w okolicy. Po jej nagłej śmierci na dżumę, Konrad został sam i groziła mu śmierć głodowa.
W desperacji udał się do Wrocławia, gdzie, wyczerpany, zasnął przy kościele św. Idziego. W tym śnie ukazała mu się zmarła żona, ofiarowując mu zaczarowany kociołek, który każdej nocy miał się napełniać świeżymi kluskami. Przekazała mu jednak jeszcze przestrogę – nigdy nie mógł zjeść naraz wszystkich klusek z kociołka, zawsze zostawiając choć jedną na dnie. Konrad, obudzony, znalazł obok siebie obiecany kociołek, pełen pysznych klusek. Początkowo przestrzegał warunku żony, ale z czasem, skuszony zapachem i głodem, złamał obietnicę i zjadł wszystkie kluski, aż do ostatniej. W tym momencie ostatnia kluska, jakby na złość, potoczyła się po dnie kociołka, wyskoczyła z niego i potoczyła się po ziemi, a następnie wspięła się na szczyt pobliskiej arkady, gdzie zamieniła się w kamień. Od tego czasu kociołek pozostał już na zawsze pusty, a na pamiątkę tej historii pozostała jedna, kamienna kluska.
Smok Strachota

Najsłynniejszym smokiem w Polsce jest bez zwątpienia smok Wawelski, ale czy Wrocław ma także swojego odpowiednika? Okazuje się, że tak!
W okolicach Wrocławia, w gęstym Lesie Strachocińskim, zwanym też Smoczym Lasem, żył przed wiekami potężny smok. Jego przerażające ryki i niszczycielska siła budziły postrach wśród okolicznych mieszkańców, którzy nadali mu imię Strachota. Smok ten, podobnie jak mityczny Smok Wawelski, miał swoje źródło mocy. Była to magiczna studnia, z której czerpał swoją niezwykłą siłę. Wielu śmiałków próbowało zgładzić potwora, ale żaden z nich nie powrócił z tej niebezpiecznej wyprawy. Strachota zdawał się być niezwyciężony. Dopiero pewien odważny młodzieniec, imieniem Konrad, postanowił stawić czoła bestii. Nieustraszony chłopak, po wielu trudach i perypetiach, odnalazł w końcu magiczną studnię, ukrytą głęboko w sercu lasu. Napił się z niej cudownej wody, która napełniła go niezwykłą siłą i odwagą. Z takim wsparciem Konrad w końcu stanął oko w oko ze smokiem Strachotą. Po zaciętej walce, dzięki mocy magicznej wody, chłopak pokonał smoka i uwolnił okolicę od jego tyranii. Od tego czasu Las Strachociński stał się symbolem odwagi i zwycięstwa dobra nad złem.
Legenda o Białej Damie

W zamku piastowskim we Wrocławiu, okrutny kasztelan Henryk więził i torturował ludzi, używając m.in. „Żelaznej Dziewicy”. Jego córka Elżbieta zakochała się w młodzieńcu, ale jej ojciec miał inne plany na nią. Chciał wydać ją za mąż, lecz pewnej nocy widząc potajemną schadzkę młodych, postanowił ukarać kochanka Elżbiety, skazując go na śmierć w “Żelaznej Damie”. Próbując go uratować, Elżbieta starła się z ojcem, który wpadł do skrzyni z kolcami i umierając, przeklął ją, skazując na wieczne pozostanie w zamku. Zamek piastowski to już tylko wspomnienie, ale w głównym budynku UW wciąż straszy duch Białej Damy. Studenci, którzy uczą się w tym miejscu, czasami czują jej obecność, a niektórzy twierdzą, że nawet widzieli jej ducha, jak przechadza się po korytarzach.
Wojna Piwna

Kto by pomyślał, że zwykły transport piwa może wywołać tak wielką burzę? A jednak, spór między księciem legnickim Rupertem I, a jego bratem Henrykiem we Wrocławiu, przerodził się w wojnę piwną, która zakończyła się klątwą i grabieżą dóbr kościelnych. Wrocław w XIV wieku słynął z produkcji piwa na całym świecie, a wrocławscy browarnicy chcieli zasłynąć i zmonopolizować rynek ówczesnego Dolnego Śląska, jednak na drodze stanęli im inni browarnicy ze Świdnicy.
Pomimo trudności z transportem (częste grabieże), piwo świdnickie podbiło smaki wrocławskich księży, którzy z chęcią pili go jak i sprzedawali, dzięki czemu rosła konkurencja. W końcu radni miejscy we Wrocławiu wprowadzili zakaz importu piwa ze Świdnicy. Biskup wrocławski Wacław II, syn księcia legnickiego, miał trzech braci, w tym Henryka VIII, kanonika kapituły katedralnej we Wrocławiu. Spór wybuchł, gdy Rupert I wysłał Henrykowi w prezencie świątecznym piwo świdnickie. Radcy miejscy odmówili wpuszczenia posłańca z piwem do miasta i skonfiskowali trunek. Spór szybko przerodził się w otwartą wojnę, w której obie strony stosowały różne formy nacisku, takie jak blokady handlowe, konfiskaty towarów, a nawet akty przemocy. W wyniku porozumienia z 1382 roku kapituła katedralna uzyskała prawo do sprowadzania piwa świdnickiego na własny użytek, ale nie mogła go sprzedawać w mieście.
Legenda o Mostku Pokutnic

We Wrocławiu, na wysokości kościoła św. Marii Magdaleny, znajduje się Mostek Pokutnic, zwany również Mostem Czarownic. To tam, zgodnie z legendą, w średniowieczu zamykano młode kobiety, które zamiast wstąpić w związek małżeński i dochować wierności jednemu mężczyźnie, prowadziły „rozpustny” tryb życia, uwodząc i porzucając kolejnych adoratorów. Za karę, nieszczęsne kobiety, zwane pokutnicami, miały za zadanie zamiatanie mostku i nie mogły go opuszczać. Ich pokuta miała trwać tak długo, aż odpokutują swoje grzechy. Los niektórych z tych kobiet był tragiczny – nie mogąc znieść samotności i poczucia winy, głodu, niektóre z nich rzucały się z mostku w dół. Pomimo że od tamtych czasów minęło wiele lat, duchy pokutnic wciąż nawiedzają to miejsce. Mówi się, że w okolicy kościoła św. Marii Magdaleny można usłyszeć ich jęki, zawodzenia, a nawet odgłosy zamiatania. Kiedyś kobiety często zabierały swoje córki na Mostek Pokutnic, aby przestrzec je przed konsekwencjami życia w grzechu i rozpuście. Mostek Pokutnic do dziś jest jednym z najbardziej znanych i intrygujących miejsc we Wrocławiu.